Obywatelskie inicjatywy są najbardziej bezpieczne dla władzy, jeśli są pod jej kontrolą. Taki wniosek można wysnuć z ostatnich prezydenckich decyzji. Przykładem jest powołany zespół do naprawy funkcjonującego systemu opieki nad niepełnosprawnymi.

Podczas wystąpienia na kwietniowej sesji rady miasta dwie matki dzieci dotkniętych autyzmem i zespołem Aspergera zaproponowały powołanie zespołu, który miałby dokonać zmian w funkcjonowaniu Miejskiej komisji ds. orzekania o niepełnosprawności i w całym systemie pomocy osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom. Nadzór i kontrola władzy nade wszystko zebrała tu swoje żniwo. Po burzliwej roboczej debacie ludzi gotowych do pracy w zespole, skład zespołu w niczym nie przypomina tego z pierwotnych założeń. Zamiast pomysłodawczyń, specjalistów znających potrzeby chorych i doświadczonych w działaniach na ich rzecz, do zespołu powołane zostały osoby „funkcyjne” wobec władzy. Zdecydowana większość to osoby zależne od władzy z tytuły pełnionej funkcji, bądź co gorsze związane z prezydentem politycznie. Wśród nich znajdują się bowiem dyrektorki szkół, prezes stowarzyszenia korzystającego z miejskich dotacji i kandydatki startujące na radne z listy wyborczej komitetu obecnego prezydenta, a także firmujące prezydencki portal. Tylko jedna z członkiń zespołu jest osobą zgłoszoną przez inicjatorki zmian. Do tego w zamian za jedną z nich, która po walce o założone priorytety, zrezygnowała z uczestniczenia w obywatelskiej inicjatywie pod kontrolą władzy.

Dodając do tego przewodniczenie zespołowi przez wiceprezydenta i urzędującą pełnomocnik ds. osób niepełnosprawnych, trudno liczyć na przekonanie prezydenta do koniecznych, choć niełatwych zmian.

gg