Mysłowiccy policjanci zapobiegli pożarowi w jednym z mieszkań przy ul. Korfantego. Pod nieobecność lokatorki, mundurowi weszli do mieszkania przez okno balkonowe.

W środę krótko przed godziną 18.00 dyżurny mysłowickiej komendy otrzymał zgłoszenie o gęstym dymie wydobywającym się z jednego z mieszkań przy ul. Korfantego. Skierowani na miejsce policjanci z referatu patrolowo-interwencyjnego dotarli tam jako pierwsi. Z informacji zebranych od sąsiadów wynikało, że w mieszkaniu może przebywać starsza kobieta. Na klatce schodowej rozprzestrzeniał się dym i czuć było intensywny zapach spalenizny. Pomimo wielokrotnego pukania i wezwań policjantów, nikt nie otworzył im drzwi, a ze środka słychać było szczekanie psa.

Mundurowi wybiegli z budynku i zauważyli uchylone okno balkonowe w zadymionym mieszkaniu. Bez chwili zawahania udali się do mieszkania znajdującego się piętro wyżej. Przy asekuracji swojego kolegi z patrolu oraz sąsiada, jeden z policjantów balustradami przedostał się na balkon, a następnie wszedł do zadymionego pomieszczenia.

W mieszkaniu, oprócz psa, nikogo nie było. W kuchni za to, na pełnym ogniu kuchenki gazowej, stał dymiący się garnek z posiłkiem. Policjant natychmiast wyłączył dopływ gazu, ugasił garnek oraz pootwierał drzwi i okna w mieszkaniu. Po pewnym czasie do mieszkania dotarła 79-letnia właścicielka. Kobieta oświadczyła, że wychodząc z domu zapomniała wyłączyć kuchenkę, na której przygotowywała obiad.

KMP Mysłowice/aa