O sprawie już pisaliśmy. Dotyczy monitoringu miasta, na który w pierwszej fazie wydano jakieś 1,2 mln złotych. Firma wykonawcza zbankrutowała i monitoringiem zaopiekował się podwykonawca, który od ponad pół roku nie dostaje grosza za jego obsługę. Kamery są już wyłączone i zabrane przez firmę podwykonawcy. Pomimo milionowego wydatku, monitoring umrze.

Obecny prezydent, zamiast sprawę dawno rozstrzygnąć, gra wyraźnie na zwłokę. Od stycznia prowadził rozmowy z podwykonawcą na temat podpisania umowy, która pozwoliłaby kontynuować monitoring i co za tym idzie wypłacać za to firmie podwykonawczej stosowne wynagrodzenie. Zwlekał, bo prawdopodobnie chce przy tym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, chociaż powinien mieć świadomość, że doprowadzi przy tym do straty ponad miliona złotych, które dotychczas wydano. No i samego monitoringu też nie będzie.

Pochylmy się jednak nad tymi „dwoma pieczeniami”, czyli korzyściami, jakie prezydent chce uzyskać. Jest to oczywiście tylko moja hipoteza, bo prezydent mojej argumentacji raczej nie podzieli, ale na jej podstawie każdy czytelnik sam oceni tę sytuację.

Po pierwsze, prezydent desperacko poszukuje pieniędzy na finansowanie swych wyborczych obietnic, planuje zatem „wyhaczyć” z budżetu na 2019 rok 700 tys. zł zapisanych jako wydatek na utrzymanie monitoringu. Oczywiście nie może tego zrobić bez zgody radnych, więc próbuje ich urobić na organizowanych przez niego kolejnych spotkaniach, które ostatnio nazwał „konsultacyjnymi” i… wyprosił naszą dziennikarkę. Czemu? Co chce ukryć przed mieszkańcami?

No i po drugie to zdyskredytowanie swego poprzednika – prezydenta Edwarda Lasoka, który podpisał umowę na zamontowanie w Mysłowicach monitoringu w celu poprawy bezpieczeństwa mieszkańców. Teraz kiedy firma, która wygrała przetarg, zbankrutowała, a monitoring obsługiwała firma podwykonawcza, której obecny prezydent nie płaci, to dotychczas wydane pieniądze przepadną. Całą winę ktoś usiłuje przerzucić dzisiaj na prezydenta Lasoka. Kto? No chyba ten, kto złożył zawiadomienie do prokuratury. Korzyści z tego może osiągnąć jedynie obecny prezydent, bo nikt inny więcej. Podejrzewam, że obecny prezydent nie wyróżnia się niczym lepszym od swego poprzednika, to próbuje go w bezwzględny sposób zdeprecjonować, aby na jego tle zabłyszczeć niczym heroiczny zbawca.

Mam jednak nadzieję, że zarówno mieszkańcy, jak i radni mają swój rozum i nie dopuszczą do tego, choćby ze względu na ich własny interes. To że była szansa, by można bez problemów kontynuować monitorowanie miasta dla poprawy bezpieczeństwa mieszkańców przyznała urzędniczka na pierwszym spotkaniu. Wystarczy sprawę skonsultować z odpowiednią instytucją, by bezpiecznie skorzystać z art. 67. ustawy prawo zamówień publicznych, zapłacić zaległe i bieżące wynagrodzenie firmie podwykonawczej oraz skonsumować zapisy budżetowe miasta Mysłowice. No cóż, ale Wójtowicz tego wyraźnie nie chce. Pytanie, które miało trafić do KIO utknęło w szufladach miejskich prawników, by urzędnicy we własnym interesie zapomnieli o interesie miasta. Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska